(E440, E410, E1422, E412, E160a, E471) substancje w żywności cz.II

Pektyny (E440)- Mimo, że są również naturalnym składnikiem występującym w owocach, to ich nadmierne spożycie może powodować fermentację w jelitach, a w rezultacie wzdęcia. Nie stwierdzono większej szkodliwości.

dec9dedb3250ff425ad8f61398bad4d8_normal

* Nawet produkty, które są naturalne, o których wiemy, że nie są wytworzone syntetycznie, mogą  w nadmiernych ilościach wywoływać skutki uboczne. Można to porównać do zwykłego przejedzenia: Jeśli jesteśmy głodni, potrzebujemy pokarmu. Jeśli jesteśmy już syci, a mimo to, dalej jemy, może to spowodować nieprzyjemne konsekwencje. Jeśli chodzi o pektyny, ogólnie nie są substancją szkodliwą, jednak dopóki nie będę miała ‚czarno na białym’, że jest to substancja wytworzona w sposób nie-chemiczny, wolę unikać jej w żywności, jeśli mam taką możliwość. Pektyna jest substancją zagęszczającą, a więc w większości przypadków (nie we wszystkich), służącą znów do ‚ulepszania produktów’ dla naszych ‚oczu’.

Mączka chleba świętojańskiego (E410)– inaczej guma karobowa. Również produkt pochodzenia naturalnego, z drzewa karobowego. Wg badań może (ale nie musi) powodować wzdęcia i mdłości, nie jest polecana w nadmiarze osobom z problemami jelit. Jest względnie bezpieczna, niektóre badania wykazały nawet, że pomaga obniżyć cholesterol, jednak ja mam swoje ALE.

karproszek

*Jeżeli przestaniemy się ‚truć’ składnikami podwyższającymi nasz cholesterol i niszczącymi nasze zdrowie, nie będą nam potrzebne żadne ‚wspomagacze’ zdrowia, które ‚zaleczałyby’ występujące schorzenia.
A więc: mączka chleba świętojańskiego jest względnie bezpiecznym dodatkiem, ale wg mnie zupełnie niepotrzebnym, ponieważ mam porównanie produktów Z i produktów BEZ. Te drugie wypadają o wiele lepiej, więc w jakim celu stosowana jest owa mączka?

E1422 (acetylowany adypinian diskrobiowy)- zalicza się do skrobi modyfikowanej, o której pisałam wcześniej.

*Ciekawostka, abyście sami wyciągnęli wnioski: substancja ta zaliczana jest do nieszkodliwych, przy jednoczesnym ustaleniu ścisłych norm spożycia, nie przekraczających dziennie 50mg na 1kg ciała. Jeżeli ktoś mi mówi, że coś jest dla mnie w pełni bezpieczne, a chwilę potem ustala konkretną dawkę, której nie powinnam przekraczać, to ja mam tylko dwa pytania: Dlaczego? I co mi po tym grozi?

E412 (guma guar)-mało szkodliwa, dzięki znikomemu wchłanianiu przez układ pokarmowy, ale jednak szkodliwa. Jest to kolejny ‚dodatek’ stosowany przez producentów, bo dzięki niej produkty stają się ‚fajniejsze'( nie lepsze, nie smaczniejsze, po prostu bardziej atrakcyjne). Może powodować zaburzenia jelitowe, wzdęcia, rewolucje żołądkowe.

guma guar

Beta karoten(E160a)– jako barwnik. Znalazł się na liście, mimo że jest substancją pożądaną. Jest niezbędny naszemu zdrowiu, jednakże: nie sugerujmy się tym, że jeśli na etykiecie widnieje beta- karoten, to produkt na pewno jest naturalny. Może się tak zdarzyć, ale miejmy na uwadze, że większość nawet na pozór ‚naturalnych’ składników  jak właśnie beta karoten, ryboflawiny, czy witamina C – jest wytwarzana syntetycznie. Dla mnie, jeśli coś jest (zdawać by się mogło) najlepszym składnikiem, ale w produkcie, w którym naturalnie nie ma prawa go być albo mam pewność, że jest wytworzony sztucznie, to lepiej, żeby nie było go tam wcale. Związki syntetyczne mają swój udział w naszym organizmie i nie zawsze jest to udział pozytywny.

Serwatka z mleka w proszku– doprowadza nas do artykułu o samym mleku w proszku. Serwatka nie dość, że jest produktem ubocznym mleka (w przypadku mleka świeżego, naturalnego nie ma w niej absolutnie nic złego), to jeszcze mleka w proszku, które jak wiadomo zawiera substancje zwiększające ryzyko różnych chorób.

Karoteny– generalnie nie widzę w nich nic złego. Wpływają pozytywnie na nasze zdrowie (mają właściwości antyoksydacyjne), choć swoje zdanie o syntetykach mam i pozostaje niezmienione.

Mono i diglicerydy kwasów tłuszczowych (E471)– spotykane w praktycznie wszystkich margarynach. Syntetyki wytwarzane z glicerolu, kwasów tłuszczowych roślinnych i zwierzęcych.

*W bardzo małych ilościach i tak występują w pożywieniu, bez względu na to, czy nad tym pracujemy, czy nie. Występują też (nienaturalnie) podczas obróbki żywności i wtedy (raczej )nie są dodawane na etykiecie. Występują też naturalnie w naszym organizmie podczas trawienia tłuszczów. W mniejszych ilościach raczej się ich nie ustrzeżemy, ale nie jest to bardzo poważny problem, o ile nie spożywamy ich w nadmiarze. Tłuszcz to tłuszcz i każdy ma na pewno na ten temat swoje zdanie. ( Zwłaszcza jeśli chodzi o tłuszcz syntetyczny).

Dodaj komentarz