Spulchniacze, barwniki, wzmacniacze smaku

Spulchniacze, ulepszacze: Czemu służą? To oczywiste, aby zwiększyć atrakcyjność produktu. Aby chleb był bardziej puszysty, żeby ciasteczka były  miękkie, nie tylko dziś, ale przez następne 14 dni od momentu rozpakowania, żeby kruche ciasteczka były jeszcze bardziej kruche, a biszkopty bardziej biszkoptowe. To wszystko polega na rywalizacji między jednym produktem, a drugim. Kto udowodni, że jego produkt jest ładniejszy, bardziej kolorowy, bardziej miękki, ten wygrywa grube pieniądze, a że jest też bardziej sztuczny?

Barwniki – nie zmieniają jakości, ani smaku w jedzeniu. Są tylko barwnikami, co by naszym oczom lepiej się patrzyło podczas spożywania posiłku. Galaretkę z delicji można oglądać pod światło jak ktoś ma na to czas i zachwycać się jej kolorem. Tylko, czy jest to warte naszego zdrowia?

Sery z barwnikiem annato…bo muszą być bardziej żółte, niż są. Bo gdzieś, kiedyś przyjęło się, że im ser bardziej żółty, tym lepszy. G…guzik prawda. Niektóre sery mają tak dużo barwników, że są wręcz pomarańczowe i czy to faktycznie kojarzy nam się ze zdrowym, prawdziwym serem? Nie. Kojarzy nam się z reklamowanym serem w TV. I na tym to wszystko polega. Producenci sami zapędzają się w błędne koło, bo pokazują nam coś czego nie ma, czy to reklama, czy zdjęcie na opakowaniu, a potem, żeby temu dorównać muszą dodawać sztucznie kolor, żeby nie mylić się z prawdą.

Produkt lepiej zaprezentowany, to produkt lepiej sprzedany. Nie dajmy się nabrać na to, że faktycznie jest lepszy! Dlaczego tak nam się wydaje? Bo smak nam się podoba? Otóż to.

Wzmacniacze smaku, regulatory kwasowości: Po co właściwie się je stosuje? Żeby oszukać nasze kubki smakowe. Na potęgę dodaje się glutaminianu monosodowego, czy kwasku cytrynowego, które de facto zmieniają smak każdego produktu, nieważne czy są to gruszki, czy pizza. Do czego zmierzam, do tego, że chipsy , czy sosy z glutaminianem nie są takie wspaniałe dlatego, że jak to niektórzy się reklamują są  skomponowane z takich, a takich ziół, bo tak długo nad tym pracowali. Są skomponowane z chemii. A pracować faktycznie, mogli nad tym długo 🙂

Czy to znaczy, że produkty bez chemii są niedobre? NIE! Są inne w smaku…

Już tłumaczę, weźmy np. ten sos. Jest skomponowany naprawdę z ziół i innych składników naturalnych i jest tak smaczny jak to możliwe. Na drugiej półce mamy jednak sos, który ‚podrabia’ oryginalny smak, a zamiast mieszanki ziół jest mieszanka chemii, zabarwiona smakiem oryginału. Chemia jest dla producenta tańsza…a jeśli przy tym sprytnie oszukuje, a jej zapach niesie się po całym domu, to trafili w dziesiątkę.

Naturalne produkty są takie jakie są. Smaczne, naturalne, na tym koniec. Chemię można ciągle udoskonalać, dążyć do czegoś, co potem bardzo trudno zastąpić.

Jeśli chodzi o sam regulator kwasowości, to też jest oszustwo i w dodatku zbędne. Ostatnio spędziłam po kilkanaście minut w dwóch różnych sklepach (Piotr i Paweł, Leclerc) w poszukiwaniu puszki pomidorów bez dodatku. Chodziło mi o zwykłe pomidory, obrane ze skórki. Wszędzie był kwasek cytrynowy. Po co? Dlaczego ktoś decyduje za mnie, że pomidory będą mi smakować lepiej z kwaskiem cytrynowym? Znów mamy tu dążenie do smaku idealnego, bo ktoś tak gdzieś ustalił. Pomidory w końcu znalazłam, ale była to jedyna puszka (rodzaj puszek) w całych tych 2 sklepach, czyli 1/12? rodzajów.

A kostka rosołowa, jak myślicie do czego służy? Do zmiany smaku zupy, a w jaki dokładnie sposób to robi? Co jest jej głównym składnikiem? Glutaminian i sól. Prawda jest taka, że zwykły rosół można ugotować bez kostki, dobrze dosalając i dodając trochę wegety (ale tej bez chemii, a nie znowu ze śmieciowym składem). Kostka rosołowa odchodzi w niepamięć i nie widać żadnej różnicy.

Dodaj komentarz